Trick zmieniający życie? Opróżnij ogromną szafę pełną starych sneakersów!

Jesteś profesjonalnym sneakerheadem i dbasz o swoją kolekcję kicksów? Poecamy zrobić solidną inwentaryzację i… zacząć stopniowo zmniejszać swoją kolekcję.

Regularnie robimy porządki w swoich szafach z ubraniami. Podczas wiosennych porządków czy przeprowadzek z mieszkania na mieszkanie wyjmujemy większość kurtek i innych ubrań z szafy, dzielimy je na nowe kategorie i uporządkowane z powrotem wieszamy na przemysłowym stojaku lub poprzecznej rurce. Dzięki temu doskonale wiemy, jakimi ubraniami dysponujemy i chętniej sięgamy po swój szeroki asortyment odzieży. Kategoryzujemy je na te pasujące na wiosnę oraz te jesienno-zimowe. Garderoba świeci porządkiem, a my mamy jednocześnie spokój i ład w głowie. Win-Win.

Tym samym w kwestii ubrań łatwo uczymy się dobrej praktyki. Jeśli coś nam się już przestało podobać, albo nie było noszone przez ostatnich kilka lat, zostaje oddane, sprzedane lub wyrzucone.

A jak jest z butami?

Szaleni kolekcjonerzy i mocno zaangażowani sneaherheadzi potrafią kupić nawet jedną parę kicksów tygodniowo. Jeśli zmniejszymy tę ilość do jednej pary miesięcznie, to po zaledwie 4 latach kolekcjonowania robi nam się… niemal 50 par kicksów pod własnym dachem! Gromadzenie takiej ilości butów Nike, Adidas, Reebok czy New Balance oraz wszystkich pudełek i sznurowadeł to przedsięwzięcie wymagające nie lada wprawy i dobrej strategii!  W efekcie, nie wyrzucając żadnej z par, nawet tych znoszonych, zmieniamy się w oka mgnieniu z kolekcjonera w archiwistę. Wkrótce nie możemy znaleźć miejsca na wszystkie te modele, chociaż naprawdę próbujemy. Kończy się to niebezpiecznym przepełnieniem i niedomykającymi się szafkami! Najlepszym rozwiązaniem byłoby mieć zatem wynajętą ​​komórkę w rozmiarach przynajmniej 10×10, w której regały IKEA byłyby od podłogi do sufitu. Ale jak wiemy niewiele osób może sobie pozwolić na taki luksus…

I oczywiście przepełnienie to nie oznacza, że nigdy niczego nie sprzedajemy ani nie rozdajemy, ponieważ tak naprawdę wiele z nieużywanych już Jordanów czy butów Puma trafiło w ręce przyjaciół, rodziców czy dalszych znajomych. Ale sprzedawanie czy rozdawanie pojedynczych par butów sportowych to tylko kwestia radzenia sobie z objawami, a nie szukanie lekarstwa na ten powiększający się w zatrważającym tempie stos! Tymczasem okazuje się, że wystawienie swoich nienoszonych butów na eBayu czy Allegro naprawdę poprawia humor. A przynajmniej daje to uczucie przez krótką chwilę. Każda pusta przestrzeń bowiem zostaje w szale zakupowym wypełniona nową parą Nike Air Force z limitowanej kolekcji lub kolejną odsłoną kolorystyczną Adidas Superstar. Tak więc przestrzeń nieuchronnie zapełnia się ponownie, podobnie jak dziura na plaży jest wypełniana przez nadchodzącą falę. Lub kolejny parawan!

Ale w tym szaleństwie warto zdać sobie sprawę, że częste uzasadnienie zakupu nowych rzeczy lub trzymania starych rzeczy w swoim domu pod tytułem „Cóż, będę to kiedyś nosić / potrzebować” – już nie wystarczy. Wierzcie nam lub nie, to wydaje się rozsądnym rozważaniem, kiedy ma się około dwudziestki. Szaleństwo sneakersowe trochę maleje, gdy ma się około trzydziestki, a wydaje się wręcz absurdalne, gdy ma się około czterdziestki. Wówczas okazuje się, że ważniejsze jest „być” nie „mieć” – totalnie nie negując sneakerheadowej pasji. A jeśli macie problem z wywaleniem swoich ukochanych butów Converse, które przeżyły z 10 festiwali to zadajcie sobie pytanie „Jeśli nie teraz, to kiedy?”

nike

 

W tym momencie pora zdać sobie sprawę, że tak naprawdę przyszedł moment na porządkowanie butów sportowych tkwiących na strychu, dnie szafy czy w piwnicy. Pomyślcie o tym w ten sposób: spędziłem/spędziłam ostatnich pięć lat gromadząc surowce. Teraz nadszedł czas na rzeźbienie!

 

Najtrudniejsza część misji? Odpuszczenie rzeczy, które się nosiło (lub kupiło, myśląc, że się je założy). To jak pozbawienie się pamiątki, części swojej duszy i ciała! Jednak proces redukcji sneakersów ze swojego zbioru polega nie tyle na pozbyciu się kilku par, ile na zaakceptowaniu tego, że pewne etapy życia się już skończyły (a może wcale się nie zdarzyły?). Okazuje się bowiem, że kupno nowych sneakersów to szereg utopionych pieniędzy – z psychologiczną wisienką na wierzchu. Jeśli bowiem myślimy, że kupienie najnowszej, limitowanej pary butów Adidas czy Asics coś zmieni w naszym życiu i otworzy pewne drzwi, to ich późniejsza ​​sprzedaż (lub rozdanie) je zamyka. Kończy pewien rozdział. Nic dziwnego, że to drugie jest trudniejsze. Jeśli więc Fugazi się mylił i jesteśmy tym, co posiadamy, co stanie się z nami gdy zaczniemy próbować mieć mniej?

Jesteśmy w środku szalonego konsumpcjonizmu. Nieustannie kupujemy za dużo. Pomimo rozdawania ubrań i rzeczy wciąż mamy o wiele za dużo kurtek, o wiele za dużo t-shirtów i wręcz nieprzyzwoitą liczbę butów sportowych męskich i damskich. Zacznijmy więc rozładowywać swoje pawlacze i pozbywać się rzeczy, których nie używamy. I nie mówimy tu tylko o butach. Tyczy się to także nieprzeczytanych książek czy stojących w garażu, niezłożonych od lat motocykli. Szybko odkryjecie, że czasami zamknięcie tych drzwi może być naprawdę przyjemne. Serio, pozbycie się zbędnych, nieużywanych przedmiotów automatycznie wyeliminuje cichy głos z tyłu głowy, który jest często przykrym przypomnieniem wywołującym stres.

I tak, mając już oczy szeroko otwarte, doskonale jest zdać sobie sprawę, że sednem „codziennych” artykułów odzieżowych jest to, że nie trzeba posiadać kilkunastu różnych ich odmian. Spójrzmy prawdzie w oczy – niektórzy z nas prawdopodobnie nigdy nie będą nosić butów Reebok Pump Fury, bez względu na to, jak fajny jest ten projekt. Róbmy postępy. Dzięki temu odłożymy więcej. Ale jednocześnie wiemy, że stare nawyki umierają ciężko. Pewnego dnia, przeglądając kolekcje sklepu Distance.pl napotkaliśmy nowe buty Nike Air Vapormax. Nie powstrzymaliśmy się od kupienia jednej pary dla siebie! 😉